06 czerwca 2004

# 17

Wiem, że pisanie o szczęściu jest banalne i nudne, bardziej poczytne są oczywiście tragedie, traumy z przeszłości i niepowodzenia, ale dla tych wszystkich spragnionych sensacji młodych gotek i innych przyszłych samobójców polecam lekturę Życia na gorąco, kręcąc niewidzialną korbką, która podnosi środkowy palec - jak Tom Tom w Million Dollar Hotel (Fuck Skinner!).
Po prawie półtora roku bycia razem kocham się z nim z taką samą pasją jak wtedy, gdy robiliśmy to pierwszy raz; on jest tak samo delikatny jak na początku, chociaż zna moje ciało najlepiej i najbardziej na świecie. Patrząc w moje najczulsze miejsce, kiedy czuję jego ciepły oddech na udach, mówi mi jaka jestem piękna i ja mu wierzę. I wczoraj, po czwartym razie, gdybyśmy jeszcze tylko mieli jakieś zapasowe pokłady energii na nadprogramowy seks, zrobilibyśmy to po raz piąty.

Oczywiście nie obyło się bez postkopulacyjnej głupawki, którą można tłumaczyć jedynie zbyt dużym stężeniem hormonów szczęścia.
Tak pewnie jest.

I niestety żadne słowa nie mogą oddać tego, co dzieje się w mojej głowie, kiedy robimy te wszystkie fajne rzeczy, ale z drugiej strony - po jaką cholerę mają oddawać, co ja - 80 lat mam czy jak? Mam tylko pamięć staruszki, ale za to sprawność fizyczną rasowej dwudziestojednoletniej nimfomanki, która ma szajbę na punkcie własnego osobistego mężczyzny, co chyba nie jest jeszcze przypadkiem klinicznym, czego wszystkim życzę. Pąpą. Idę robić manikiropedikiur.

Brak komentarzy: